Do roboty

Robot poda wam kawę. Tylko warto wcześniej ustalić, z kim ją wypijecie, bo picie do lustra, jak wiadomo, jest niezdrowe.

Słowo „robot” ma sto pięć lat i od początku oznaczało coś przykrego. Karel Čapek wziął je z czeskiej „roboty”, czyli pańszczyźnianej harówki, i wstawił do sztuki R.U.R. z 1920 roku. Jego roboty to nie blaszane maszyny, lecz sztuczni ludzie produkowani taśmowo, by wyręczać nas w pracy. Sztuka kończy się znakomicie: bunt, rzeź, koniec gatunku ludzkiego. Morał był czytelny. Klasa służących prędzej czy później wypowie posłuszeństwo.

Po stu latach służący naprawdę schodzi z taśmy, i to taniej niż Čapek mógł przypuszczać. Unitree G1 w wersji podstawowej kosztuje około 13 tysięcy dolarów, czyli mniej niż przyzwoity mały samochód. Firma 1X wystawiła do przedsprzedaży humanoida Neo: 20 tysięcy dolarów na własność albo 499 dolarów miesięcznie w abonamencie, z dostawami zapowiedzianymi na ten rok. Musk obiecuje Optimusa za 20-30 tysięcy, choć na razie składa go wyłącznie we własnej fabryce, a faktyczny koszt produkcji jest wielokrotnie wyższy i, jak to bywa z obietnicami Muska, zapewne jeszcze sporo poczekamy, aby zobaczyć coś, co choćby częściowo przypominałoby obietnice. Figure poszło w przemysł i wynajmuje swoje humanoidy na linii montażowej BMW, rozliczając je od godziny pracy. Z całej czwórki tylko Unitree i Neo celują naprawdę w prywatny dom, i to z gwiazdką: G1 to platforma badawcza, która sama nie zrobi kawy, a Neo dopiero wjeżdża na rynek. Deklarowana data wejścia do mieszkań nie jest już liczona w dekadach, tylko w sezonach dostaw.

Tu zaczyna się część, której nie znajdziecie w folderach reklamowych. Neo nie jest w pełni samodzielny. Trudniejsze zadania, jak złożenie prania czy ogarnięcie kuchni, wykonuje w trybie zdalnego sterowania – gdzieś siedzi żywy operator i przez kamery robota ogląda wasze mieszkanie, prowadząc jego ręce. Zaprosiliście maszynę, żeby nie musieć prosić o pomoc drugiego człowieka. Dostaliście człowieka schowanego w maszynie. W dodatku takiego, który widzi bałagan w waszej sypialni. Co więcej, w wariancie abonamentowym tego służącego się nie kupuje, tylko wynajmuje – można go zdalnie zaktualizować, a w razie zaległej płatności odłączyć. Čapkowski lęk przed buntem maszyn brzmi przy tym staroświecko. Realna władza nie leży po stronie robota, lecz firmy, która trzyma go na smyczy z drugiego końca sieci.

Utrata pracy fizycznej to nudny wątek, dobrze ograny. Znacznie ciekawsze jest to, co humanoid zrobi z relacjami między ludźmi. Podział obowiązków domowych bywa polem cichej wojny, ale jest też jednym z nielicznych miejsc, w których para naprawdę coś wspólnie ustala. Kto wynosi śmieci. Czyja dziś kolej na zmywanie. Wstawcie teraz w to miejsce robota za 499 dolarów miesięcznie, a zniknie tarcie i ostatnia odrobina codziennej rytualnej wzajemności, na której po cichu trzyma się wspólne gospodarstwo. Komu właściwie podziękujecie za kawę?

Jest jeszcze samotność. Humanoid w salonie to urządzenie idealne do jej hodowania: zawsze obecny, zawsze uprzejmy, nigdy obrażony ani zmęczony. Po co pukać do sąsiadki po szklankę cukru, skoro robot podjedzie do sklepu? Po co tłumaczyć dziecku, że po sobie się sprząta, skoro sprzątanie przestało być czyimkolwiek obowiązkiem? Dzieci wychowane przy takim domowniku nauczą się czegoś jeszcze: że istnieje ktoś, komu wydaje się polecenia i kto nigdy nie odmawia. Trudno o gorszy wzorzec na późniejsze relacje z ludźmi, którzy, jako żywo, odmawiać potrafią całkiem dobrze.

Lem w „Niezwyciężonym” pokazał, że ewolucja maszyn wcale nie musi pójść w naszą stronę. Na Regis III rządzą roje martwych mikrokryształów, obojętne i całkowicie nieludzkie. My tymczasem uparcie budujemy maszyny na własne podobieństwo: para rąk, twarz na wysokości naszej twarzy. Nie dlatego, że to inżyniersko optymalne, bo kółka radziłyby sobie lepiej niż nogi na schodach. Robimy to, bo chcemy mieć w domu kogoś, a nie coś.

Jacek Dukaj w „Perfekcyjnej niedoskonałości” idzie o krok dalej. W jego świecie istoty postludzkie przerosły dawną formę tak bardzo, że zwykły człowiek bywa już tylko chronionym reliktem, a granica między obsługującym a obsługiwanym dawno się zatarła. Na końcu tej drogi czeka Kultura Iaina Banksa z „Excession” – cywilizacja, w której superinteligentne Umysły zajmują się wszystkim, a ludzie stają się dopieszczoną klasą próżniaczą, zwolnioną z wysiłku i z podejmowania decyzji. Brzmi jak raj i prawdopodobnie nim jest – do momentu, w którym zapomnimy, jak się robi cokolwiek samemu. Pytanie tylko, kto w takim domu jest panem, a kto – jak u Čapka – służącym, który zdążył już po cichu przejąć ster.

Robot poda wam kawę. Tylko warto wcześniej ustalić, z kim ją wypijecie, bo picie do lustra, jak wiadomo, jest niezdrowe.

Profesor zarządzania Akademii Leona Koźmińskiego, gdzie kieruje katedrą MINDS (Management in Networked and Digital Societies). Pracuje też jako faculty associate w Berkman-Klein Center for Internet and Society na Harvardzie. Wiceprezes Polskiej Akademii Nauk. Członek Rady Programowej CampusAI.

Share

You might be interested in