Uczy się czy… kradnie? Czyli spór o tantiemy, przyszłość kultury i granice automatyzacji

Debata o tantiemach za trenowanie modeli AI na cudzej twórczości to coś więcej niż spór o pieniądze. Z jednej strony stoi idea otwartego dostępu do wiedzy i tradycja fair use. Z drugiej – potrzeba ochrony ludzkiej pracy twórczej w świecie masowej, zautomatyzowanej ekstrakcji danych.

Redakcja

Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player…

Kiedy model AI jest trenowany na Twojej pracy twórczej, czy to bardziej przypomina fana czytającego Twoją książkę, żeby stać się lepszym pisarzem – czy raczej firmę wykorzystującą Twoje nagranie bez pytania o zgodę?

To porównanie ustawia oś całego sporu. Sporu, który mocno wybrzmiał podczas Generative Revolution Day – wydarzenia, mającego za cel stawiać odważne pytania i szukać najbardziej prawdopodobnych odpowiedzi w świecie coraz bardziej opartym na sztucznej inteligencji – w debacie zatytułowanej: „Should artists and authors be receiving royalties for AI models training?”.

Zatem – powinni, czy nie?

Ciąg dalszy artykułu pod materiałem video

Mieć kontrolę

Po stronie twórców stoi Amanda Palmer – wokalistka i pianistka The Dresden Dolls, która od lat buduje swoją niezależność poza tradycyjnym systemem wydawniczym. Była jedną z pierwszych artystek, które pokazały, że bezpośrednia relacja z fanami może być podstawą przychodów. Jej rekordowa kampania na Kickstarterze i aktywność na Patreonie sprawiły, że stała się jednym z najgłośniejszych głosów w debacie o autonomii artystów.

– Katalog takiej autorki piosenek jak ja – albo kogokolwiek innego – nie jest wykorzystywany za zgodą. Jeśli sama piosenka, nagranie albo cokolwiek z nią związanego jest używane do innego celu bez mojej zgody, to jest przekroczenie granicy, które jest po prostu nieuczciwe – mówi Palmer.

Jak wyjaśnia, nie chodzi jej o sprzeciw wobec technologii. Chodzi o zerwanie układu, który od dekad porządkował kulturę – relacji opartej na jasnych zasadach. Jedną z nich jest zakaz wykorzystywania utworu bez zgody twórcy. I to twórca powinien mieć kontrolę nad tym, co się dzieje z jego dziełem.

– Mogę zdecydować, że oddaję swoją twórczość za darmo. Mogę zdecydować, że publikuję ją w internecie. Mogę wrzucić ją na Bandcamp, Spotify czy YouTube. Ale kontrola wciąż pozostaje po mojej stronie – wyjaśnia.

Dla niej AI narusza ten porządek nie dlatego, że „uczy się”, ale dlatego, że korzysta z kultury poza ustalonymi regułami.

Wolna wiedza?

Po drugiej stronie stoi Jimmy Wales, twórca Wikipedii – projektu, który zmienił globalny dostęp do wiedzy. Wales od lat twierdzi, że otwarty przepływ informacji jest warunkiem rozwoju edukacji, badań i demokracji. W tej debacie zostaje przy swoim.

– Jeśli kopiujesz i rozpowszechniasz cudzą pracę, to oczywiście wchodzi w grę prawo autorskie. Ale jeśli uczysz się z jakiegoś materiału, to nie narusza to tego prawa – twierdzi.

Dla Walesa trenowanie modeli AI to to samo co czytanie, analizowanie i przetwarzanie wiedzy. To właśnie rozróżnienie jest – jego zdaniem – kluczowe dla działań opartych na otwartym dostępie.

– Dla projektu takiego jak Wikipedia to ma fundamentalne znaczenie. Nie miałoby sensu, gdyby fakty były objęte prawem autorskim i gdyby wydawcy twierdzili, że wikipedyści naruszają to prawo, czytając publikacje naukowe, ucząc się z nich, a potem opisując je własnymi słowami.

Wales obawia się, że zbyt szeroka ochrona prawna nie pomoże twórcom, ale zablokuje tworzenie infrastruktury dla wiedzy, na której opiera się edukacja i nauka. Jak dodaje, nawet zwolennicy szerokiego fair use przyznają, że obecne systemy mają słabości:

– Duże modele językowe mają bardzo poważny problem z plagiatem. W wielu przypadkach nie było trudno zmusić je do odtworzenia całych fragmentów tekstu, co jest po prostu nieakceptowalne.

Kto stworzy przyszłą kulturę?

Według Palmer chodzi nie tylko o pieniądze, ale o widoczność twórców:

– Jeśli nie postawimy granic, nie skończy się to tylko tym, że wiele osób straci pracę. Skończy się społeczeństwem pozbawionym ludzkiego głosu, który opowiada nam, kim jesteśmy. A to jest naprawdę niebezpieczne.

W ten sposób kultura może stać się anonimowym tłem, a praca twórcza – niewidocznym paliwem dla systemów, które czerpią z niej wartość. W tle kryje się jeszcze jeden element: nierówność sił. Po jednej stronie są indywidualni twórcy i małe podmioty kultury. Po drugiej – globalne firmy technologiczne z kapitałem i infrastrukturą. Spór o tantiemy to spór o to, kto ma prawdziwą siłę negocjowania warunków.

Palmer zapewnia, że nie chce zatrzymać technologii.

– To nie znaczy, że nie możemy wprowadzić praw, zasad, zabezpieczeń, regulacji branżowych, które sprawią, że twórcy będą uczciwie wynagradzani, uznani i realnie włączeni w ten proces – podkreśla.

Sytuacja bez wyjścia?

Niekoniecznie. Z wypowiedzi uczestników Generative Revolution Day wynika, że spór o trenowanie AI na cudzej twórczości nie musi kończyć się prostym „tak albo nie”. Zamiast blokować rozwój technologii, można szukać rozwiązań, które porządkują zasady gry.

Jednym z nich są jasne standardy atrybucji, dzięki którym twórcy nie znikają z pola widzenia, gdy ich prace stają się częścią ekosystemu AI. Innym pomysłem są mechanizmy opt-out, pozwalające artystom i autorom zdecydować, czy i w jakim zakresie ich twórczość może być wykorzystywana. Coraz częściej pojawia się też koncepcja licencjonowania całych katalogów kultury, zamiast przerzucania odpowiedzialności na pojedynczych twórców. Wreszcie część ekspertów zwraca uwagę, że regulacje powinny dotyczyć przede wszystkim tego, co modele produkują, a nie tego, na jakich danych się uczą. Takie podejście skupia się na realnych problemach, jak plagiat czy brak atrybucji, a jednocześnie nie zamyka drogi dalszym innowacjom.

Na razie mamy status quo – firmy AI trenują modele na dostępnych danych, twórcy protestują, prawnicy przygotowują pozwy. Jedno jest pewne: debata o tantiemach za trening AI to nie akademicki spór o paragrafy. To pytanie o to, czy kultura w epoce automatyzacji pozostanie relacją między ludźmi, czy stanie się tylko zasobem do przetworzenia przez systemy działające na przemysłową skalę. I czy ktokolwiek będzie pamiętał, kto tę kulturę stworzył.

Podziel się

Może Cię zainteresować